Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarny i biały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarny i biały. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Kuchnia - przed i po :)


W końcu i ona. Jednym z moich marzeń mieszkaniowych, było połączenie kuchni z salonem i to marzenie się spełniło :) Kuchnia, jadalnia i salon w jednym pomieszczeniu.


Nasza kuchnia wyglądała wcześniej tak:


Przepraszam za bałagan :P Powiem tak - nie podoba mi się bardzo to, że meble nie są zamontowane przy samym suficie :/ i przestrzeń pomiędzy półkami górnymi a dolnymi jak dla mnie jest zbyt wąska. Nie ma żadnej przeszklonej szafeczki :/ No i przede wszystkim - wiało nowoczesnością ;) Wymiana mebli na nowe, to dosyć spory koszt, ale zmienić ich wygląd można przecież farbą :) Na wielu blogach już takie metamorfozy były pokazywane - udane z resztą :)

Dlatego też:
- pomalowałam je na biało - farbą akrylową firmy Tikkurila. Nie jestem specjalnym znawcą malowania mebli, ale myślę, że jak maluje się drewniane fronty farbą, to ona się lepiej wchłania. A jeśli są to płyty z okleiną - jest już gorzej...
- przed malowaniem, trzeba meble odtłuścić - ja umyłam je po prostu mleczkiem do mycia
- nie szlifowałam mebli, tzn jedną szafkę, ale zauważyłam, że farba kryje też nieoszlifowaną powierzchnię tak samo
- nie pamiętam do końca, ale chyba zużyłam na nie jedną puszkę 0,9l, malując je 3 razy, a nawet 4 - górne fronty
- malowałam wałeczkiem, który miał na sobie meszek jak tasiemka aksamitka ;)
- odstęp między malowaniami był kilku godzinny (tyle ile jest napisane na puszce) więc malowałam je jakieś 3 dni, myślałam, że dzięki temu będą odporne na zadrapania, ale niestety nie są, dlatego wnioskuję, że jak maluje się drewno, to ono lepiej wchłania farbę i nie jest tak podatne na zadrapania

Moja kuchnia po liftingu wygląda tak:


Wymieniłam uchwyty na czarne (z ikea) i dodałam trochę czerni, miedzy innymi też po to, by dopasować meble do dwóch płyt udających maleńkie płytki ceramiczne wypełnione białą fugą (nawet mi się one podobają). Zrobiłam też napisy, np:


"KUCHNIA MAMY I TATY OTWARTA 24H" :)))

Trochę dodatków w kolorze turkusu - jak wspominałam. I moje "drewniaki", których lubię używać podczas gotowania.


Nie wiem jak Wy, ale ja nie cierpię odgłosu "szurania" metalową łyżką, o metalowy garnek - brrr. Za to wrażenie nie robi na mnie upadająca szpilka w szklanej misce ;) Każdy ma swoje paranoje ;)

Napisy pojawiły się też na dwóch listwach, które zasłaniają oświetlenie zamontowane pod wiszącymi szafeczkami. Listwy też mnie denerwowały bo zmniejszają jeszcze bardziej wspominaną przestrzeń między szafkami. I chciałam je usunąć, ale byłoby widać oświetlenie :/ więc wpadłam na pomysł oswojenia "wroga" ;) i powstały czarne napisy w języku angielskim - jak w kawiarni :)))


Zastane meble miały taką przestrzeń, by wstawić pomocnik kuchenny, który zniknął wraz z poprzednimi właścicielami... Więc owy pomocnik, mój Mąż zrobił z szafeczki, która znajdowała się uprzednio za kuchenką. Ale musieliśmy ją zdemontować by zmieścić lodówkę i zamrażarkę. Pomocnik jest na kółeczkach:


Co mi się jeszcze ostatnimi czasy marzyło, to CZARNA ściana!!! pomalowana farbą tablicową - pełno widziałam takich inspiracji w sieci i tylko sobie wzdychałam :/ Miałam tak pomalować ścianę, na której znajduje się galeria zdjęciowa, ale galeria wygrała ;) A przez spełnione marzenie - posiadania połączonego salonu z kuchnią, nie mam czwartej ściany, która mogłaby być czarna :P Więc pozostało mi pomalować farbą tablicową słupek w kuchni :)))





Oprócz zegara i maszyny do szycia, po Babci mam jeszcze stary moździerz :) i


beżowy imbryczek:


Relingi na których można pozawieszać kuchenne przydasie. też kupiliśmy w ikea - jak tylko się wprowadziliśmy :)


Choć marzyła mi się również lodówka w stylu retro, to jednak cena zwaliła nas lekko z nóg i kupiliśmy co innego - jeszcze na wynajmie, co spełniało nasze kryteria i cenowo nie powalało... tak samo zamrażarka. Nie podoba mi się to, że nie są takie same :/ no ale były kupowane w różnych odstępach czasu i jak wyżej - musiały spełniać pewne kryteria.

Aaaa no i dopiero co wymieniliśmy drewniane żaluzje na "rolowane zasłonki" jak to nazywają Norwegowie.


Anielka od niedawna ma też swoje krzesełko :))) kupione za całe 70kr w mojej klamociarni :) Myślę o oszlifowaniu i może pomalowaniu na jakiś kolor, albo pobieleniu. Fajne jest, bo składa się na pół i jest krzesełko i stolik :) ale o krzesełku będzie więcej, jak przejdzie lifting :)


Ot i taka sobie kuchnia :)


Pozdrawiam i życzę udanych przygotowań do Świąt!
Dagmara :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...